Nasz Dziennik
Sobota-Niedziela, 27-28 listopada 2004, Nr 278 (2077)
Bohater przestworzy

Minęło ponad 65 lat od wybuchu II wojny światowej i jej weterani dożywają swoich ostatnich dni. Polskich lotników myśliwskich walczących nad Polską, Francją i Anglią została dosłownie garstka. Zmarły 12 listopada generał Stanisław Skalski był z nich niewątpliwie najsławniejszy, już za życia stał się legendą. W sobotę, 27 listopada, obchodziłby 89. urodziny.
Stanisław Skalski urodził się 27 listopada 1915 r. w Kodymie koło Odessy jako jedyne dziecko Józefy z domu Biernat i Szymona Skalskich. Ojciec przyszłego asa lotnictwa, chemik i agronom, zarządzał tam majątkiem kniazia Trubeckiego.
W czasie rewolucji bolszewickiej rodzina przeniosła się do okupowanego przez Niemców Charkowa. W 1918 roku pani Skalska wraz z synem wyjechała do Polski, do Zbaraża, pan Skalski dotarł tam pięć lat później. Wkrótce cała rodzina przeniosła się do Dubna, gdzie Stanisław uczęszczał do szkoły powszechnej, a następnie do Gimnazjum Realnego im. Stanisława Konarskiego. Maturę zdał w 1933 roku i zgłosił się do Szkoły Podchorążych Rezerwy Lotnictwa w Dęblinie, ale nie został przyjęty ze względu na zbyt młody wiek. Następne dwa lata Skalski spędził w Warszawie, studiując na Politechnice Warszawskiej i w Wyższej Szkole Dyplomatycznej.
Równolegle, za namowami przyjaciela Stanisława Piątkowskiego (poległ w bitwie o Anglię), ukończył kursy szybowcowe w Polichnie i kurs pilotażu silnikowego w ramach Przysposobienia Wojskowego w Łucku.
Ostatecznie w 1935 r. Stanisław Skalski porzucił studia i ponownie zgłosił się do Dęblina. Po przyjęciu, 17 września 1935 r. zaczął służbę w wojsku, rozpoczynając od obowiązkowego przeszkolenia w Szkole Podchorążych Rezerwy Piechoty w Zambrowie. W związku ze zmianą systemu szkolenia zgłosił swój akces do Szkoły Podchorążych Lotnictwa i po zdaniu egzaminów wstępnych rozpoczął naukę 4 stycznia 1936 r. Po ukończeniu zajęć w Dęblinie trafił na przeszkolenie myśliwskie w Wyższej Szkole Pilotażu w Grudziądzu. Następnie został wysłany na staż do 4. Pułku Lotniczego w Toruniu. Po promocji otrzymanej z rąk prezydenta Mościckiego 15 sierpnia 1938 r. na własną prośbę został przydzielony do III/4 Dywizjonu Myśliwskiego w Toruniu. Tam służył w 142. Eskadrze Myśliwskiej dowodzonej przez por. pil. Mirosława Leśniewskiego (poległ w 1939 r.).
W 1939 roku dowództwo dywizjonu objął kpt. obs. pil. Florian Laskowski, który rozpoczął intensywny trening jednostki do zbliżającej się wojny. Na podstawie analizy danych wywiadu opracowywano taktykę potencjalnego przeciwnika, po czym prowadzono symulowane walki powietrzne, indywidualne i zespołowe. 30 sierpnia 1939 r., wyprzedzając atak niemiecki, Dywizjon przeniósł się na lotnisko polowe w Markowie, co pozwoliło uniknąć strat w wyniku nalotów nieprzyjaciela w pierwszym dniu wojny.

As lotnictwa
Dla Stanisława Skalskiego wojna rozpoczęła się bezowocnym pościgiem za dornierem 17, którego z innymi pilotami ścigał w godzinach południowych. Około godz. 15.30 wraz z ppor. pil. Karolem Pniakiem wystartował na przechwycenie kolejnego intruza, również bez powodzenia, ale w drodze powrotnej dojrzał następny wrogi samolot, tym razem maszynę bliskiego rozpoznania typu Henschel 126. Po powiadomieniu kolegów zaatakował. Niemiecki samolot, ostrzelany przez ppor. pil. Mariana Pisarka, kpr. pil. Benedykta Mielczyńskiego i wspomnianych już Skalskiego i Pniaka, rozbił się podczas próby lądowania w miejscowości Pędzewo.
Skalski, niewiele myśląc, wylądował tuż obok. Osobiście wziąwszy załogę do niewoli, sam opatrzył jej rany i wezwał pomoc. Swym czynem zapewne uratował życie obu niemieckich lotników. Olt. Siegfried von Heymann i Olt. Friedrich Wimmer na parę tygodni trafili do niewoli, po czym powrócili do służby w Luftwaffe. Obaj przeżyli wojnę.
To tak bardzo spopularyzowane zwycięstwo nigdy nie zostało jednak zaliczone Skalskiemu i jako wyłączni zwycięzcy figurują Pisarek i Mielczyński.
Pierwsze potwierdzone zestrzelenia Skalski miał dopiero następnego dnia. Podczas gdy 141. eskadra dokonała ataku na kolumny niemieckie w okolicy Gruty (na miejscu zginął ppor. pil. Władysław Urban, dowódca dywizjonu kpt. obs. pil. Laskowski zmarł w kabinie samolotu, gdy Niemcy odmówili mu pomocy, zaś ranny kpr. pil. Mielczyński wraz z opiekującym się nim chłopcem został następnego dnia zamordowany przez wojska niemieckie) – 142. eskadra przeprowadziła patrol przeciwko Luftwaffe. Napotkawszy samoloty wroga, Polacy zgłosili zniszczenie siedmiu z nich bez strat własnych. Skalskiemu przypadły dwie maszyny zidentyfikowane jako dorniery 17. Następnego dnia Skalski dodał następne zestrzelenia. Najpierw zespołowo z innymi pilotami zestrzelił (tzn. zgłoszenie zostało uznane przez polskie władze wojskowe) rozpoznawczego henschla, a następnie samodzielnie zniszczył kolejną maszynę tego typu.
4 września 1939 r. Stanisław Skalski odniósł ostatnie potwierdzone zwycięstwa w kampanii wrześniowej. Rano, podczas startu alarmowego, wraz z innymi pilotami uszkodził rozpoznawczego dorniera, a następnie, podczas intensywnej walki nad majątkiem Poczałkowo, gdzie bazował Dywizjon Toruński, skutecznie ostrzelał bombowiec nurkujący junkers 87. Tym samym odniósł swoje piąte zwycięstwo i stał się najskuteczniejszym polskim lotnikiem tego okresu i pierwszym alianckim asem II wojny światowej (w okresie I wojny wprowadzono tytuł asa, przysługujący pilotowi, który zestrzelił 5 lub więcej nieprzyjacielskich samolotów).
W następnych dniach Dywizjon Toruński został wcielony do Brygady Pościgowej. Wedle znanych dokumentów Skalski nie stoczył już więcej żadnej zwycięskiej walki powietrznej, choć wykonał kilka dramatycznych lotów na rozpoznanie połączonych z atakowaniem celów naziemnych. Wysłany z grupą kpt. pil. Rolskiego do Rumunii, by odebrać samoloty francuskie i angielskie, jakie miały przypłynąć do Konstancy, 17 września 1939 r. przekroczył granicę.
Ogółem w okresie tym wylatał 26 godz. lotów bojowych i operacyjnych i zniszczył cztery samoloty niemieckie indywidualne, a zespołowo jeden i następny uszkodził.

Bitwa o Anglię
Z Rumunii, poprzez Bejrut Stanisław Skalski trafił do Francji, gdzie oczekiwał na przeszkolenie i przydział do jednostek bojowych. W ramach umów międzypaństwowych we Francji miały powstać jednostki lotnicze wszystkich rodzajów, zaś w Wielkiej Brytanii tylko lotnictwo bombowe. Ku wielkiemu rozczarowaniu Skalskiego przydzielono go do drugiej grupy i z początkiem stycznia 1940 r. wysłano do Anglii. Gorycz potęgował fakt, że nawet gdy rozgorzały walki we Francji, pragmatyczni i niezbyt ufni Anglicy dalej prowadzili długie szkolenie podstawowe.
Dopiero w lipcu, gdy Niemcy stanęli nad kanałem La Manche, RAF zdał sobie sprawę z powagi sytuacji i skierował Polaków, w tym Skalskiego, na kursy myśliwskie. Nasz as został następnie przydzielony do 302. Dywizjonu Poznańskiego, ale wkrótce powrócił do stacji zbornej w Blackpool i dopiero pod koniec sierpnia trafił do znajdującego się w samym sercu walk 501. Dywizjonu RAF. Notabene w jednostce tej służyło już kilku Polaków, którzy dali się poznać z jak najlepszej strony. Stanisław Skalski nie był gorszy i już pierwszego dnia lotów w nowej jednostce, 30 sierpnia 1940 r., zniszczył heinkla 111 i uszkodził następnego. W ciągu następnych trzech dni zniszczył trzy messerschmitty 109 i uszkodził messerschmitta 110. Niestety, dobra passa skończyła się 5 września. Podczas zaciętej walki z niemiecką wyprawą bombową Skalski skutecznie ostrzelał messerschmitta 109 (zwycięstwo to nie zostało mu zaliczone), ale popełnił błąd i zbyt długo przyglądał się swojej ofierze. Moment nieuwagi wykorzystał inny Niemiec, który ugodził polskiego lotnika celną serią.
W samolocie hawker hurricane, na którym wówczas latał Skalski, jeden ze zbiorników paliwa znajdował się tuż przed pilotem. W związku z tym, w przypadku uszkodzenia układu paliwowego często dochodziło do ciężkich poparzeń pilotów. Jak wspominał Stanisław Skalski, piloci mieli wybór: albo jak najszybciej zużyć paliwo ze zbiornika kadłubowego i w wypadku trafienia ryzykować eksplozję pozostałych oparów benzyny, albo korzystać ze zbiorników skrzydłowych i liczyć na to, że paliwo cieknące do kabiny nie zapali się.
Tej odrobiny szczęścia Skalskiemu zabrakło i w mgnieniu oka został zalany dziesiątkami litrów płonącego paliwa. Paląc się żywcem, rozpaczliwie usiłował wydostać się z ciasnej kabiny myśliwca, ale bez powodzenia. W tym momencie stracił świadomość, którą odzyskał dopiero, wisząc na otwartym spadochronie. Jak do tego doszło, nie pamiętał. Być może na tyle mocno wychylił się z kabiny, że wyssał go prąd powietrza, być może pokrowiec spadochronu został uszkodzony i ten otworzył się samoczynnie, być może sam Skalski podświadomie pociągnął za uchwyt wyzwalający. Jedno tylko nie ulegało wątpliwości, lotnik podczas opuszczania samolotu uderzył o jego usterzenie – bóle będące efektem tej kontuzji odczuwał do końca życia.
Lotnik, wisząc na spadochronie, wciąż płonął, ale szczęśliwie dość szybko wylądował na polu, gdzie ostatnie płomienie zostały ugaszone przez pracujących tam Anglików. Wkrótce nadjechała pomoc i Skalski został odwieziony do specjalizującego się w leczeniu oparzeń szpitala w Basingstoke. Wtedy dopiero, po ustąpieniu objawów szoku, pojawił się straszliwy ból. Lotnik otoczony fachową opieką powoli powracał do zdrowia i blisko dwa miesiące po zestrzeleniu zameldował się z powrotem w swojej jednostce. Uraz psychiczny jednak pozostał i Skalski do każdego lotu startował sparaliżowany myślą o kolejnym pożarze. Przerażenie w nim wzbudzał nawet płomień zapalniczek! Jak wspominał, objawy ustąpiły dopiero po zwycięskiej walce powietrznej, którą stoczył 8 listopada 1940 r. Skalskiemu zaliczono wtedy zespołowe zniszczenie messerschmitta 109. 21 grudnia 1940 r. został odznaczony Srebrnym Krzyżem Virtuti Militari nr 8996. W tym czasie 501. Dywizjon bronił Bristolu przed niemieckimi nalotami.

Świetny dowódca
W lutym 1941 r. Tadeusz Rolski, dowódca odtworzonego Dywizjonu Toruńskiego, noszącego w RAF numer 306, ściągnął Stanisława Skalskiego do swojej jednostki. Nasz as podjął służbę najpierw na stanowisku kontrolera lotów, a następnie pilota.
W Dywizjonie 306 Skalski latał początkowo na hurricanach, a po przezbrojeniu jednostki na wówczas najnowocześniejszych myśliwcach RAF typu supermarine spitfire. Na nich też odniósł swoje kolejne zwycięstwa w postaci zaliczonych czterech messerschmittów 109 zniszczonych w lotach nad Francją, zaś kolejne, piąte zniszczenie zostało przekwalifikowane na prawdopodobne. W okresie służby w tej jednostce Skalski awansował na dowódcę eskadry.
1 marca 1942 r. Stanisława Skalskiego przydzielono na stanowisko dowódcy eskadry w 316. Warszawskim Dywizjonie Myśliwskim. Podczas służby w tej jednostce zaliczono mu zniszczenie jednego i prawdopodobnie drugiego focke wulfa 190 oraz uszkodzenie messerschmitta 109.
3 maja 1942 r. Skalski objął dowództwo 317. Dywizjonu Wileńskiego, po poległym S/L Piotrze Ozyrze. Dowodził tą jednostką do 1 listopada 1942 r., po czym został przeniesiony na stanowisko instruktora do 58. Jednostki Szkolenia Operacyjnego. Doświadczeni piloci w przerwach pomiędzy okresami służby bojowej przygotowywali tam młodych lotników do służby w jednostkach operacyjnych. Praca ta, trudna i niebezpieczna, na zużytych i przestarzałych samolotach nie wzbudzała zbyt wielkiego entuzjazmu, toteż gdy w styczniu 1943 r. rozeszła się wiadomość o formowaniu zespołu myśliwców do służby w Afryce, Stanisław Skalski zgłosił się jako jeden z wielu ochotników.
Szczęście mu dopisało i został przydzielony do sformowanej 5 lutego 1943 r. pod dowództwem T.H. Rolskiego jednostki nazwanej Polski Zespół Myśliwski. Następnie jednostka drogą morską została wysłana do Afryki, po czym już drogą powietrzną dotarła do Tunezji. Na miejscu, dokąd Polacy dotarli w połowie marca, przydzielono ich do brytyjskiego 145. Dywizjonu. Stanisław Skalski wraz z inną legendą Sił Powietrznych Eugeniuszem Horbaczewskim otworzył konto zestrzeleń, niszcząc każdy po jednym junkersie 88. Po skutecznym ataku na niemiecki bombowiec ostrzelał niemieckie ciężarówki na ulicach Sfaksu, zabijając i raniąc wielu Niemców.
W kolejnych dniach pilot Skalski mógł sobie dopisać kolejne dwa zniszczone messerschmitty 109, zaś nieco ponad miesiąc później zamknął konto zwycięstw „Cyrku Skalskiego”, jak później nazwano jednostkę, uszkadzając trzeciego.
W związku z zakończeniem walk w Tunezji zespół rozwiązano i pilotom nakazano powrót do Anglii. Sprzeciwili się temu Brytyjczycy, którzy zaproponowali Polakom objęcie stanowisk dowódczych w jednostkach RAF. Ostatecznie dowództwo Sił Powietrznych zgodziło się na kompromis i pozwoliło zostać ochotnikom. Byli to Władysław Maciej Drecki, wspomniany już Horbaczewski i oczywiście Stanisław Skalski. Drecki zginął później w katastrofie jako dowódca 152. Dywizjonu RAF, Horbaczewski zaliczył kolejne zestrzelenia, dowodząc Dywizjonem 43, zaś Skalski poprowadził Dywizjon 601, ale niestety bez powietrznych sukcesów. Wszyscy Polacy pozostawili po sobie niezatarte i doskonałe wspomnienia, zarówno dzięki swojemu koleżeństwu, jak i świetnemu dowodzeniu i duchowi bojowemu. W pamięci lotników 601. Dywizjonu Skalski pozostał jako dowódca świetnie panujący nad sytuacją i zawsze dbający o swoich podopiecznych. (Należy tu jednak pamiętać, że pierwszym Polakiem dowodzącym dywizjonem brytyjskim (nr 222) był Jerzy Jankiewicz, który zginął w maju 1942.)
W połowie października Stanisław Skalski powrócił do Anglii i po urlopie, w grudniu, objął dowództwo 131. Skrzydła Myśliwskiego składającego się z Dywizjonów 302, 308 i 317.
Na początku kwietnia 1944 r. Skalski zamienił się z Julianem Kowalskim dowództwem skrzydła i objął 133. Skrzydło Myśliwskie składające się z Dywizjonów 306, 315 i brytyjskiego 129. Niewątpliwie decydujące tu było doświadczenie Skalskiego we współpracy z Anglikami.
Skrzydło wyposażone w amerykańskiej produkcji myśliwce north american mustang wykonywało wtedy głównie loty na eskortę bombowców, zaś w okresie inwazji w Normandii skupiło się na atakowaniu celów naziemnych i niszczeniu lotnictwa wroga. Podczas jednej z takich akcji 24 czerwca polskie Dywizjony 306 i 315 prowadzone przez Skalskiego napotkały niemieckie samoloty myśliwskie. W walce Polacy zniszczyli sześć, a uszkodzili pięć maszyn, przy stracie jednego pilota. Nasz czołowy as odniósł swoje, jak się później okazało, ostatnie zwycięstwo. Zaatakowane przez niego messerschmitty, zauważywszy mustanga, jednocześnie wykonały unik i zderzyły się. Skalski nawet nie oddał strzału, ale zwycięstwo zostało mu zaliczone.
Polski pilot dowodził Skrzydłem do połowy lipca 1944 r., po czym przekazał dowodzenie koledze z Dęblina Janowi Zumbachowi. W okresie służby w Skrzydle, 25 maja 1944 Skalski został odznaczony Złotym Krzyżem Virtuti Militari nr 32.
Jesienią udał się do Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, gdzie w październiku podjął studia w szkole oficerów sztabowych w Fort Leavenworth. Po ich ukończeniu poprowadził wykład dla oficerów 3. Armii Powietrznej o taktyce lotnictwa myśliwskiego i ku swemu zaskoczeniu musiał głównie opowiadać o metodach szkoleniowych III/4 Dywizjonu w Toruniu! Jak później wspominał, był kompletnie zaskoczony wiedzą Amerykanów na ten temat.
Następnie, wzorem Witolda Urbanowicza, próbował dostać się na staż w jednostkach amerykańskich walczących na południowo-zachodnim Pacyfiku, ale został w międzyczasie odwołany na Wyspy Brytyjskie. Tamże rozpoczął pracę w sztabie 11. Grupy Myśliwskiej, gdzie opracowywał plany kolejnych operacji przeciwko Niemcom. Brał m.in. udział w przygotowaniach do wielkiego nalotu na Drezno. Wedle słów Skalskiego atak przeprowadzono na życzenie strony sowieckiej i brano pod uwagę trzy cele – Lipsk, Chemnitz i właśnie Drezno. Wybór padł na Drezno wyłącznie z powodów operacyjnych.
Od marca 1945 r. do lutego 1946 r. Stanisław Skalski znów służył w 133. Skrzydle, a następnie w dowództwie Lotnictwa Brytyjskiej Strefy Okupacyjnej. W grudniu 1946 r. dostał przydział do stacji zbornej Framlingham, a następnie Dunholm Lodge i w czerwcu 1947 r. statkiem powrócił do Polski.
W okresie służby w polskim lotnictwie Skalskiemu zaliczono łącznie zniszczenie 18 samolotów indywidualnie i 2 zespołowo, prawdopodobne zniszczenie 2 i uszkodzenie 4 indywidualnie i 1 zespołowo. Inne spotykane liczby zwycięstw naszego asa nie znajdują potwierdzenia w dokumentach.
Za te oraz inne wyczyny pilota odznaczono Srebrnym (1940 r.) i Złotym (1944 r.) Krzyżem Orderu Virtuti Militari, czterokrotnie Krzyżem Walecznych, brytyjskimi Distinguished Service Order (1945 r.) i trzykrotnie Distinguished Flying Cross.

W katowni UB
Po powrocie i wizycie u rodziny Stanisław Skalski zgłosił swój akces do służby w Wojsku Polskim, tzw. Ludowym. Przyjęty bardzo niechętnie dostał się tam po długich staraniach i od 24 czerwca objął stanowisko inspektora techniki pilotażu, równolegle z Ukraińcem, byłym dowódcą 1. Pułku Lotnictwa Myśliwskiego „Warszawa”, majorem Wasylem Gaszynem.
Wraz z innymi lotnikami został zatrzymany przez Informację Wojskową 4 czerwca 1948 r. w kotle urządzonym w mieszkaniu Władysława Śliwińskiego. (Śliwiński, który w 1943 roku zniszczył 200. samolot niemiecki zaliczony na konto Dywizjonu 303, powrócił do Polski, gdzie został aresztowany i oskarżony o szpiegostwo na rzecz wywiadu brytyjskiego. Po procesie skazano go na karę śmierci i stracono.)
Skalski trafił na Koszykową, gdzie „przesłuchiwali” go, czyli poddawali okrutnym torturom, płk Władysław Różański i podlegli mu ppłk Humer, ppor. Kobylec, ppor. Midro, ppłk Serkowski i mjr Szymański. 7 kwietnia 1950 r. został skazany na śmierć przez skład sędziowski, któremu przewodniczył mjr Mieczysław Widaj. Wyroku nie wykonano, być może obawiając się międzynarodowego skandalu, jaki niewątpliwie wybuchłby po straceniu tak znanego bohatera wojny. Skalskiemu sugerowano napisanie podania o łaskę, ale ten odmawiał, uczyniła to dopiero jego matka i w kwietniu 1951 r. Bierut podpisał stosowny dokument, zamieniając karę śmierci na dożywocie. Samego więźnia o tym nie powiadomiono, przeniesiono go tylko do Rawicza, a w październiku tegoż roku usunięto z korpusu oficerskiego RP.
Prośby o zwolnienie odrzucano, dopiero 11 kwietnia 1956 r. Zgromadzenie Sędziów Najwyższego Sądu Wojskowego unieważniło wyrok i zrehabilitowało mjr. Stanisława Skalskiego. Po wyjściu z więzienia zaproponowano mu powrót do lotnictwa, ale odmówił, w związku z czym w lipcu przeniesiono go do rezerwy, a okres spędzony w więzieniu zaliczono na poczet służby w wojsku.
W listopadzie 1956 r. wraz z innymi lotnikami z Zachodu Stanisław Skalski został powołany do służby wojskowej. Na początku wyznaczono go na stanowisko kierownika sekcji historycznej przy Dowództwie Wojsk Lotniczych i Obrony Przeciwlotniczej Obszaru Kraju, ale w lutym 1957 r. mianowano inspektorem techniki pilotażu, w związku z czym Skalski przeszedł przeszkolenie na samolotach odrzutowych. W styczniu następnego roku trafił do pracy biurowej, przeważnie zajmował stanowiska kierownicze w działach tłumaczeń.
W 1968 roku przeniesiono go do służby poza wojskiem, pełnił funkcje kierownicze w Aeroklubie PRL, aż do przejścia na emeryturę w 1972 roku. Później niestrudzenie zajmował się pracą społeczną, głównie popularyzowaniem historii polskiego lotnictwa na licznych spotkaniach z młodzieżą.

Zapomniany przez władze
Decyzja powrotu Skalskiego do kraju i służba w Wojsku Polskim wzbudziła sprzeciw w środowiskach emigracyjnych. Niewątpliwie taki krok legitymizował w pewnym stopniu „nową władzę”, która skwapliwie wykorzystywała to propagandowo. Z drugiej jednak strony, obecność takich bohaterów w życiu publicznym nie pozwalała komunistom ignorować udziału Sił Zbrojnych RP w II wojnie światowej, tak jak to czyniono wobec żołnierzy pozostałych na emigracji. To praktycznie tylko dzięki książkom Bohdana Arcta, Wacława Króla i właśnie Stanisława Skalskiego Polacy mogli się dowiedzieć o działalności polskiego lotnictwa.
Gdy w 1988 roku uchwałą Rady Państwa Stanisława Skalskiego promowano na stopień generała brygady, przebywający wtedy za granicą pilot skomentował to z właściwą sobie ironią: „Widocznie chcą, żebym wrócił, aby mnie znowu aresztować”. Po przełomie w 1989 roku próbował swoich sił w polityce, kandydując do parlamentu w wyborach w 1991 r. z list Chrześcijańskiej Demokracji i w 1993 r. z list Samoobrony.
Ten ostatni związek wzbudził wiele kontrowersji. Należy tu jednak zwrócić uwagę na stosunek nowych władz do weteranów wojska II Rzeczypospolitej. Wielu spośród kombatantów, 15 lat temu przeważnie siedemdziesięciolatków, dzięki swoim doświadczeniom i znajomościom, głównie w kręgach wojskowych czy przemysłowych, mogło i chciało odegrać ważną rolę w odbudowie Polski. Niestety, potencjał ten bezpowrotnie zmarnowano, a szczerze oddanym krajowi bohaterom nie powiedziano nawet zwykłego „dziękuję”. Najlepiej tu oddać głos samemu Skalskiemu:
„Obchody 50. rocznicy lądowania aliantów w Normandii. Duża delegacja naszych wojskowych, najwyższych urzędników, obowiązkowo z rodzinami, kompania reprezentacyjna. Dla mnie niestety miejsca nie znaleziono. Nie jestem zarozumiały, ale przecież to właśnie ja byłem pierwszym polskim pilotem, który poznał plany ‚Overlord’, to ze mną przeprowadzono wywiad w BBC tuż przed inwazją i wreszcie dowodzone przeze mnie 133. Polskie Skrzydło Myśliwskie startowało jako jedno z pierwszych 6 czerwca 1944 r. Na obchody poleciałem prywatnie, a koledzy z PLL LOT udzielili mi 75 proc. zniżki.
Na uroczystościach w Coolham [baza 133. Skrzydła podczas inwazji – FG], w Anglii byłem tylko dwa dni, ale jak nas tam wspaniale przyjęto… Piękne przemowy, łzy wspomnień, pokazy lotnicze. Zwykły policjant [Paul Hamlin – FG] ufundował nam pomnik! Ten sam człowiek niedawno wydał książkę o dywizjonach stacjonujących w Coolham [„Coolham Airfield Remembered” – FG].
– Nie ma dla mnie miejsca również na uroczystościach w… Warszawie. 1 września na Zamku Królewskim rokrocznie obchodzona jest rocznica wybuchu II wojny światowej. Chyba tylko mnie tam zawsze brakuje.
Może to i lepiej, bo jak u nas takie uroczystości wyglądają. Wstyd! Pamiętam, przed wojną defiladę młodego wojska odbierał prezydent i stojący obok niego pozostali przy życiu powstańcy. A nie tak jak teraz. To woła o pomstę do nieba, żeby weterani, bohaterowie defilowali przed nie wiadomo kim” (cytat za: Historyczny Biuletyn Lotniczy Klubu Miłośników Lotnictwa Polskiego w Łodzi, listopad 2002).
Nic dodać, nic ująć. Niestety, stan ten trwa do dziś i wielu weteranów, w tym lotników, jest zapomnianych przez władze państwowe. Gdy w 2003 roku odsłaniano pomnik poległych lotników na Polu Mokotowskim, zaproszono kilkudziesięciu weteranów lotnictwa. Musieli sami pokryć koszty przelotu i zakwaterowania w hotelach. Nic dziwnego, że wielu pilotów pogardziło takim „zaszczytem”, a należy pamiętać, że całkiem sporego grona po prostu nie stać na taki wydatek. Znam lotnika Dywizjonu 315, z zaliczonymi zestrzeleniami, który od 1939 roku nigdy nie był w Polsce!
Generałowi Skalskiemu zarzucano krzywdząco antysemityzm. Trzeba jednak pamiętać, jak wiele krzywd doznał od ubeków, w tym żydowskiego pochodzenia, w czasie więzienia w PRL. Dlatego publicznie piętnował Żydów obywateli polskich nielojalnych wobec państwa polskiego. Tych, którzy zachowywali się przyzwoicie, cenił i szanował, niejednokrotnie wypowiadając się o nich z wielkim uznaniem.
W ostatnich latach generał Skalski ciężko chorował, wycofał się z życia publicznego i praktycznie z nikim nie kontaktował. W 2003 roku dotknęła go kolejna tragedia, został oszukany przez dwie zaufane osoby (w tym oficera policji), które wyłudziły od niego pełnomocnictwa i przejęły mieszkanie oraz wyprowadziły oszczędności z jego konta.
Wbrew rozpowszechnianym przez prasę informacjom, generał Skalski nie zmarł w nędzy i samotności, do końca dostawał emeryturę i do końca był odwiedzany przez najbliższe mu osoby. Nie został również umieszczony w przytułku, tylko w prywatnym domu opieki, z którego jednak, ze względu na pogarszający się stan zdrowia, trafił do szpitala.
Szczególnie ciepłe słowa i wyrazy podziękowania należą się byłej żonie pani Marii Skalskiej i jej córce – pasierbicy lotnika, długoletniemu przyjacielowi, pilotowi PLL LOT Stanisławowi Błasiakowi oraz oczywiście rozsianej po Polsce rodzinie Skalskich, którzy nie szczędzili czasu i pieniędzy, by ulżyć generałowi w jego niedoli.
Franciszek Grabowski

Bojowy życiorys generała Skalskiego opracowano na podstawie archiwaliów znajdujących się w Instytucie Polskim i Muzeum Sikorskiego oraz National Archives w Londynie.